wtorek, 20 stycznia 2015

Wzmacniamy i pobudzamy włosy do wzrostu - domowa wcierka z ziół i czarnej rzepy



Amigos! Znacie ampułki Seboradin z czarną rzepą? Działają świetnie, stosowałam je nie raz. Niedawno sobie o nich przypomniałam, w związku z tym, że chciałabym się trochę 'zapuścić' i wzmocnić włosie. Przeanalizowałam składnik po składniku co zawierają i postanowiłam zrobić "domową wersję", włączając tylko substancje czynne, a omijając całą zbędną chemię w nich zawartą.

Dla zainteresowanych zamieszczam skład owych ampułek z kilkoma słowami wyjaśnienia odnośnie każdej substancji (nie jestem chemikiem, wiedzę czerpię z książek, filmów, internetu). Pogrubiłam aktywne składniki roślinne, czyli naturalne. Reszta - syntetyczne chemikalia (no, prócz wody). 
  • Aqua (woda)
  •  Alcohol (and) Propylene Glycol (and) Diethyl Phthalate - alkohol (i) glikol propylenowy - składnik pochodzenia chemicznego, może uczulać (i) ftalan dietylu - chemiczny rozpuszczalnik
  • PEG-40 Hydrogenated Castor Oil - substancja chemiczna, emulgator, może wywoływać wypryski lub zapalenie mieszków włosowych
  • Hypericum Perforatum Extract - ekstrakt z dziurawca zwyczajnego, wzmacnia i regeneruje cebulki
  • Calamus Extract - ekstrakt z kłącza tataraku, poprawia ukrwienie skóry głowy, pobudza porost, hamuje wypadanie, łysienie i łupież
  • DMDM Hydantoin - chemiczny konserwant, pochodny od formaldehydu, może w produkcie lub na skórze uwolnić formaldehyd, który jest rakotwórczy i może wywoływać alergie
  • Raphanus Nigra Extract - wyciąg z czarnej rzodkwi, odkaża skórę, pobudza krążenie, wzmacnia cebulki, pomaga na łupież
  • Dehydroacetic Acid (and) Imidazolidynyl Urea (and) Methylparaben (and) Propylparaben (and)Triethylene Glycol - naturalny konserwant, dopuszczony (i) 3 konserwanty chemiczne (i) glikol trietylenowy - bazuje na PEG, środek rozpuszczający, emulgator, głównie stosowany w przemyśle tworzyw sztucznych
  • Nicotinamide - czyli innymi słowy: syntetyczna wit PP, wit B3, niacyna (wsio to samo)
  • Quanternium-80 - zapobiega elektryzowaniu, odżywka, działa jak silikon
  • Pyridoxine Hydrochloride - syntetyczna wit. B6
  • Parfum - chemiczny zapaszek
  •  Aloe Barbadensis Extract - ekstrakt z aloesu, wzmacnia cebulki, chroni przed wypadaniem, nadaje połysk i puszystość
  • Tea Tree Oil - olejek z drzewa herbacianego, antybakteryjny
  • Thymol - tymol działa przeciwświądowo, przeciwzapalnie, odkaża, to związek organiczny, który występuje np. w macierzance
  • Coriander Oil -  olejek kolendrowy - antyseptyczny
  • Castor Oil - olej rycynowy, tłusty emolient, pobudza włosy do wzrostu


A zatem, odrzucając syntetyczne substancje i syntetyczne witaminy, otrzymujemy następujące składniki:
  • ekstrakt z dziurawca zwyczajnego
  • ekstrakt z kłącza tataraku
  • wyciąg z czarnej rzodkwi
  • ekstrakt z aloesu
  • olejek z drzewa herbacianego
  • tymol
  • olejek kolendrowy
  • olej rycynowy

Ja do wykonania wcierki wybrałam te, które pogrubiłam, czyli tym samym te, które mają za zadanie wzmocnić cebulki, poprawić ukrwienie głowy, chronić przed wypadaniem i pobudzić do wzrostu. Co do ilości każdego ze składników to poleciałam malejąco według ich kolejności w składzie ampułek. Odpuściłam olejek z drzewa herbacianego, kolendrowy i tymol - czyli składniki o działaniu antyseptycznym i przeciwzapalnym, ponieważ skórę głowy mam zdrową, nie mam łupieżu ani nic z tych rzeczy. Jeśli jednak ktoś chce wykonać "pełną wersję" lub po prostu chce przy okazji zawalczyć z łupieżem/świądem, to jasna rzecz, że może je dodać:)


Zaczynamy!


1. Łyżkę kłącza tataraku i łyżkę ziela dziurawca zwyczajnego (kupicie w zielarskim, ja kupuję zwykle zioła tej firmy) zalewamy szklanką wody. Doprowadzamy do wrzenia i na małym ogniu, pod przykryciem ma to sobie pyrkać 10 minut. Studzimy, odcedzamy. (zrobiłam to według znalezionych w internetach receptur na wcierkę z kłącza tataraku)




2. Po ostygnięciu naparu mieszamy go z wódeczką (nie podpijamy!) w proporcjach 50:50, żeby zakonserwować. Takie proporcje były podane w przepisie na wcierkę tatarakową, to i tak uczyniłam. 



3. Czas na czarną rzepę! Pierwszy raz miałam styczność z tą witaminową bombą. Obawiałam się zapachu, bo wszyscy wszędzie piszą, że taki fe, a mnie się podobał - ot, jak rzodkiewka. Obieramy, ścieramy na tarce i wyciskamy sok. Uwaga, sok piecze w łapy! Starłam 3/4 rzepki i otrzymałam z tego 3 dobre łyżki soku.


 

Dolewamy sok do mikstury.


4. Dodajemy aloes - idealnie byłoby dodać świeżego soku, ja jednak tej roślinki JESZCZE nie posiadam, więc użyłam żelu GorVity - dodałam jedną łyżkę. A propos aloesu, to ta cud roślinka wzmacnia nie tylko włosy, ale i paznokcie, bardzo poprawia wygląd cery trądzikowej (to akurat sprawdziłam na sobie!) i ma inne cudowne właściwości dla naszego zdrowia - zerknijcie tutaj klik .

A do naszej mikstury jeszcze łyżeczka olejku rycynowego i voila! 


5. I tu pojawia się jeden mały problem bo olej nie łączy się przecie z naparem. Tak więc w mojej miksturze pływają sobie oka jak na rosołku...


Ludziska co to się znają na tych całych emulgatorach - podpowiedzcie, por favor, czego byście dodali, żeby to się połączyło?

Edit: Olej rycynowy możecie sobie odpuścić, wtedy wcierka nie będzie tłusta i jej stosowanie nie będzie wymagało częstszego mycia głowy. No i rozwiąże się problem emulgatora. Złotowłose niechaj uważają na olejek rycynowy, bo może przyciemnić włosy, choć wydaje mi się osobiście, że po miesiącu nic takiego by się nie stało, ale łba sobie urwać nie dam.

Edit: Wcierka pachnie całkiem normalnie dopóki sok z rzepy jest świeży, jednak wieczorem po wyciągnięciu jej z lodówki przeżyłam 'zapachowy szok' a mój luby porównał zapach do starych skarpet. Mina obrzydzenia - bezcenna. Poszperałam w sieci i okazuje się, że ten aromacik jest zjawiskiem kompletnie normalnym - po kilku godzinach, mówiąc wprost, rzepa zaczyna walić. Centralnie.

Gotową miksturę o niezbyt przyjaznym wyglądzie przelewamy do czystej szklanej butelki. Przechowujemy w lodówce. Ja wykorzystałam 2 buteleczki po olejku rycynowym, wyszło tego tyle, pełniutko pod korek:

Teraz można zrobić sobie drinka z pozostałej wódki. Może z czarną rzepą? (żart, żart!:D)

Wcierkę będę aplikować codziennie przez miesiąc, wieczorami. Zdam Wam relację rzecz jasna, postaram się także zmierzyć pasemko kontrolne i zobaczyć jak przyrost.
Aha. Łączymy aplikację specyfiku z delikatnym masażem głowy i nie spłukujemy.

I to chyba tyle, a jak o czymś zapomniałam to dopiszę. Jak są jakieś uwagi, zastrzeżenia, pytania to rączki do góry w komentarzach:)

Miłego wieczoru:)
Ana

45 komentarzy:

  1. A dlaczego niby nie popijamy? :P
    Ciekawy przepis, aczkolwiek pracochłonny, a ja jestem strasznie leniwa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja wiem czy pracochłonny...godzinę mi przy tym zeszło, łącznie z robieniem zdjęć - co trochę wydłuża czas roboty;)
      Nie popijamy, bo w czasie pracy się nie pije, o :P

      Usuń
  2. Bardzo fajny wpis, uwielbiam takie :) Czekam niecierpliwie na relację za miesiąc, bo jak będzie pozytywna, to nie omieszkam kiedyś ją zrobić :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Po ostygnięciu naparu mieszamy go z wódeczką (nie podpijamy!)
    Teraz można zrobić sobie drinka z pozostałej wódki. Może z czarną rzepą? (żart, żart!)

    UWIELBIAM CIĘ! <3 Jesteś genialna, a pomysł na taką niechemiczną wcierkę moim zdaniem świetny. Pytanie tylko czy to za szybko się nie zepsuje? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale mi miło :)
      Nie wiem sama, ile ta wcierka postoi, ale mam nadzieję, że wódeczka trochę wydłuży jej żywot. Jak się zepsuje, to pewnie zmętnieje - będę ją obserwować :)

      Usuń
  4. Hej mam rozumieć że codziennie aplikujemy to na skórę głowy i po tym jej nie myjemy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to te same substancje co w Seboradinie a tam producent zaleca wcierać codziennie wieczorem i nie spłukiwać, więc tym się kieruję;) jeśli komuś przeszkadza zapach (nie jest sympatyczny ani trochę) to można wcierać i po godzinie umyć włosy. Choć wydaje mi się, że wcierka sama w sobie strasznie śmierdzi, ale szybko się ten odorek ulatnia po wmasowaniu...na wszelki wypadek lepiej spytać kogoś z bliskiego otoczenia;D

      Usuń
  5. Cudowny przepis! Jestem jak najbardziej za, choć trochę mniej entuzjastycznie podchodzę do olejku rycynowego z racji tego, że głównie nadaje się do włosów ciemnych.

    Co do rozpuszczania olejów - o ile dobrze kojarzę - niektóre oleje dobrze rozpuszczają się w alkoholu, dlatego można spróbować wlać olej do alkoholu, rozmieszać i dopiero potem połączyć z odwarem :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że ja na to nie wpadłam! Dziękuję geniuszu!:D

      Usuń
  6. z tego co kojarzę to alkohol średnio rozpuszcza olej (etylowy, bo metylowy rozpuszcza, owszem :P)
    Mam poza tym pytanie...gdzie kupowałaś czarną rzepę ? :o Genialny pomysł na wcierkę...ale kupiłam z Farmony więc..zrobiłabym sobie szampon z rzepy :D Ale nie mam pojęcia gdzie czegoś takiego szukać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli jednak by się nie rozpuścił ten olej we wódzi?
      Na rzeszowskim targu mają takie frykasy;D jak zrobisz szampon z rzepy to podziel się tym koniecznie, a chętnie podgapię;D

      Usuń
    2. oj...idę dziś na targ w takim razie :D
      Jak zrobię szampon nie omieszkam się tym podzielić :D
      Swoją drogą uwielbiam Twoje wpisy...motywują tak bardzo do działania i wrzucają nowe pomysły do głowy ;)

      Usuń
  7. Możesz też zrezygnować z oleju rycynowego i wtedy wcierki można by używać po myciu bez obawy o obciążenie włosów.
    Drugie wyjście to zakup emulgatora SLP lub np. lecytyny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Zielona! Właśnie tak myślę, że jak zrobię kiedyś drugie podejście to odpuszczę olej rycynowy;)

      Usuń
  8. Świetny pomysł, ale nie wiem czy starczyłoby mi cierpliwości na przygotowanie tej mikstury :)

    OdpowiedzUsuń
  9. może dodaj lecytyne można kupic w aptece a tez na włosy działa dobrze - Aniu zameniasz się we MNie heheh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lecytyna działa jak emulgator:)

      Usuń
    2. Dzięki Kasia za info:) gdzie mi tam do Ciebie z robieniem kosmetyków...choć za jakiś czas, kto wie, to strasznie wciąga hehe:)

      Usuń
  10. Odpowiedzi
    1. i cykaj zdjęcia do efektów porównania;D

      Usuń
  11. Muszę się zmobilizować i zafundować włosom taką kurację.

    OdpowiedzUsuń
  12. ech nie mam czasu na włosy teraz ...:(

    OdpowiedzUsuń
  13. o! robiłam sobie podobną miksturę :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Aniu! Co wpis mnie zaskakujesz i inspirujesz! Muszę chyba zrobić sobie zeszycik i zapisywać wszystkie Twoje "przepisy" bo są warte wykorzystania! Nie mogę się wziąć za nic, ale po sesji, robię eksperymenty i muszę koniecznie zrobić swój własny kremik albo chociaż tą wcierkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale fajnie, ale miło;D powodzenia z sesją, i daj znać co tam ukręciłaś;D

      Usuń
  15. Ale Ty jesteś zdolna Babeczka jestem pod wrażeniem :) Nigdy nie używałam wcierek, bo włosów u mnie pod dostatkiem :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Post inspirujący, choć zgadzam się, że czynność dość pracochłonna :)
    Ja pamiętam jak przez gazę przeciskałam sok z czarnej rzepy...i ten smrodek...;)
    Zlitowałam się nad moim J., choć się bardzo nie uskarżał, i zrezygnowałam z dalszego jej stosowania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smrodek jest niemiłosierny, jak się włoży nos do buteleczki... Dlatego już tego nie robię;D, a przy nakładaniu coś mi tam zalatuje, ale jestem w stanie tyle wytrzymać;) Czyli nie doczekałaś się efektów ?

      Usuń
  17. Wszystko ok, tylko ja bym wywaliła alkohol ;) Zupełnie niepotrzebny, a może wysuszyć skórę głowy (a raczej na pewno to zrobi). Jeśli wcierkę przechowujesz w lodówce, bez konserwantu wytrzyma nawet tydzień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm tak myślisz? Dziękuję za sugestię:) może faktycznie lepiej robić małe porcje raz na tydzień :)

      Usuń
  18. Muszę Ci powiedzieć, że miałaś genialny pomysł z tym inspirowaniem się gotowym produktem i drzuceniem z niego chemii. Coś wspaniałego. Jestem bardzo ciekawa czy twoja mikstura da efekty, koniecznie musisz napisać :)
    Ps. Masz całkiem zabawny styl pisania, CENTRALNIE :D :D :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję pięknie!;D napiszę na pewno jak efekty:) pozdrawiam!

      Usuń
  19. Ciekawy pomysł!

    Znany mi jest sposób z wcieraniem soku z czarnej rzepy w skórę głowy i nawet myślałam nad tym ostatnio, ale nie mam skąd wziąć czarnej rzepy. Bywam na dobrze zaopatrzonym bazarze, ale ostatnimi czasy czarną rzepę wyparła rzodkiew japońska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurcze, a w supermarketach jakich nie ma rzepy? Ja się zdziwiłam, bo na pierwszym stoisku z warzywami od razu ją dostałam;)

      Usuń
    2. Una, w Realu jest czarna rzepa, wczoraj byłam:)

      Usuń
  20. A ta wódeczka musi być w składzie? Czy to przypadkiem nie podrażni wrażliwego skalpu z łuszczącą się skórą?...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gaja, nie musi - tak jak Panna Pedantka powyżej rzecze, można zrobić małą porcję raz na tydzień. To chyba nawet lepsze rozwiązanie. :)

      Usuń
  21. ...a ja w kwestii kosmetyki włosów wolę pokrzywę i czarnuszkę. Najlepiej w postaci szamponów bądź olejków; domowych przepisów praktycznie nie stosuję, ale zaopatruję się w sklepach innych niż zwykłe drogerie :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Podziwiam za cierpliwość w przygotowaniu.
    Ja nie lubię nic wcierać w skórę głowy, bo uważam, że przed myciem to nie ma sensu, bo włosy i skalp są tłustawe, a po myciu mam wrażenie, że taka wcierka je przetłuści i pójdzie na marne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja Kamila, choć ja właśnie myślę zrobić ją jeszcze raz i wywalić ze składu olej rycynowy, wtedy nie będzie w niej niczego tłustego i będzie można spokojnie po myciu stosować;)

      Usuń
  23. nie mam czasu na domowe sposoby ,chociaz chcialabym porobic naturalne kosmetyki :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Noo taki kociołek to ja rozumiem. Można zrobić w domu i spróbować :)

    OdpowiedzUsuń