czwartek, 21 maja 2015

'Pani pójdzie do budynku X' i leczenie zdrowych zębów, czyli lepiej być zdrowym w chorym kraju


Piszę, póki emocje nie opadły. Piszę, bo mój poziom odrazy do polskiej służby zdrowia osiągnął dziś apogeum. Zauważyłam rano, że mam kleszcza. Siedział sobie cichaczem wbity w skórę i toczył mnie żywcem od ponad 24 godzin. Czyli niedobrze. No to bach - trampek na nogę i lecę do szpitala. 


Wpadam do budynku i staję w długiej kolejce do rejestracji, coby się dowiedzieć w którym kierunku mam pójść. W rejestracji siedzą trzy panie, acz wszystkie są zajęte zapisywaniem jednego pacjenta, dlatego kolejka stoi. Udaje mi się uchwycić jedną z nich i dowiedzieć się, że mam iść na dół. 

Tajemnego "przejścia na dół" szukam dobrych 5 minut, bo szpital owy to chyba największy budynek w jakim Babka Zielna kiedykolwiek była. W końcu tam docieram - do izby przyjęć, gdzie urocza sekretarka informuje mnie, że tutaj mi kleszcza nie wyciągną, że muszę się udać do budynku B.

Przechodzę zatem do budynku B, co zajmuje kolejne 5 minut. W budynku B spotykam na korytarzu pielęgniarkę i proszę ją o pomoc. Że kleszcz, że zostałam tutaj przysłana z budynku A i bla bla bla. Pani do mnie na to, że muszę bujać do lekarza rodzinnego. I że lekarz taki przyjmuje w budynku C, do którego dostanę się tak i tak.

Wychodzę zatem z budynku B i kieruję się na budynek C, szukając przez kolejnych kilka minut wejścia. W budynku C łapię pierwszą lepszą osobę z personelu i mówię jej, że chcę wyciągnąć kleszcza. Pani mnie prowadzi na  'dyżurkę pielęgniarek', gdzie stoi ich sobie sztuk 6. Kawka, śmichy-chichy. Proszę o wyjęcie tego cholernego kleszcza. Przecież to minuta, przecież każda z nich mogłaby to zrobić! Ale nie. Mam sobie pójść na ulicę X, bo tu mi tego nie zrobią, bo nie jestem stąd, bo nie jestem tu zameldowana. Na ulicę X przemieszczałabym się z buta (dziurawego trampka) dobre pół godziny. 

I im mówię, w mordę jeża, że taka sytuacja i że przecież taki "zabieg" zajmie minutę. Proszę o pomoc, jak człek człeka! A one dalej podnoszą gdakanie, jedną przez drugą "Ale proszę pani...". Nawet ich nie słucham, zaśmiewam się gorzko i wychodzę bez do widzenia.

Uderzam prosto do apteki, gdzie wydaję przysłowiowe 5 zł na strzykawkę, gazę i spir salicylowy. W domu brat wyciąga mi kleszcza przy pomocy strzykawki, przemywam to miejsce i finito. Tak, wiem, niedobrze tak grzebać samemu przy kleszczu. Ale pomocy w szpitalu wielkim jak egipska piramida NIKT nie był w stanie mi udzielić. Najwyżej mnie szlag trafi.

Gdzie pielęgniarek sześć, tam zdechniesz, i cześć.

Inna sytuacja moi drodzy, sprzed kilku dni. Chodziłam do dentysty, który jak się okazało, leczył mi zdrowe zęby. Umawiając się na trzecią wizytę coś zaczęło mi śmierdzieć. Przecież, cholera, nigdy mi się tak nie psuły zęby! Cały kwiecień byłam zdołowana stanem uzębienia swego, bo się okazało, że co drugi ząb to coś do zrobienia, do zalepienia, ba - nawet jednego chciał mi wyrywać. Przed trzecią wizytą, podczas której miałam mieć leczoną szósteczkę i czwóreczkę na górze, postanowiłam się wybrać do kontroli do innego dentysty. Opowiedziałam pani sytuację i poprosiłam o skontrolowanie mi paszczy ze wzmożoną czujnością. Pani dentystka w szoku, ja w jeszcze większym - zęby IDEALNIE zdrowe, mówi, że na medal. Że nic tu nie ma do roboty. Dopytuję o szóstkę i czwórkę na górze - no zdrowe. Zatem. Bądźcie czujni, pamiętajcie, że to "Pooolska, mieszkamy w Pooolsce, mieszkamy tu, tu, tu...", gdzie Cię oszukają, okradną, albo po prostu nie pomogą. O, jeszcze mi w tamtym tygodniu komunijny rower ukradziono. Minuta wystarczyła. 

Wnioski:

1. Szukając pomocy w służbie zdrowia, uzbrójcie się w złoża cierpliwości.
2. Kiedy randki z dentystą ciągną się w nieskończoność, sprawdźcie lepiej uzębienie u kogoś innego.
3. Zapinajcie rowery, nawet na minutę!

Czy ktoś podziela moje odczucia? Mieliście takie nieprzyjemne sytuacje? Może niech ktoś jakiś kawał opowie, czy coś... Się weselej zrobi.

PS.: Miał być post zielny, ale czuję się wybita z równowagi. Post zielny pojawi się zatem jutro:)
PS2.: Osoby delikatne przepraszam za zamieszczone zdjęcie. To nie ja odgryzłam temu myszoszczurkowi głowę, taki sobie leżał, w Bieszczadach dawno temu.

Pozdro kochani, bądźcie zdrowi :) 
Ania Zielna

63 komentarze:

  1. O matko, jak słyszę takie sytuacje to aż mnie skręca. A najbardziej też te całe durne przepisy, że nie jesteś stąd to Ci nie pomożemy, lekarza rodzinnego masz w innym mieście, to wsiądź w pociąg i jedź 6 godzin tam skąd jesteś. To jest paranoja. Ale w prywatnej klinice za 100zł dali by Ci jeszcze pewnie pachnącą maść na to. Ja chyba tylko raz miałam taki przypadek jak cała spuchłam od rosnącej ósemki... szczękę mogłam otworzyć na 1cm, ale dentysty musiałam się naszukać. Jak mi Pani w okienku powiedziała, że za trzy miesiące to myślałam ze zrobię coś niedobrego. Ale w końcu zlitowała się nad moją chomikową twarzą i przyjęła mnie praktykantka, która była też o niebo milsza i ogarnięta niż pani doktor.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ło jejku, ja bym tej pani od trzech miesięcy chyba krzywdę zrobiła... :D

      Usuń
    2. Podobno jak powie się w przychodni, w mieście, w którym nie jest się zameldowanym, że chce się "wizytę na żądanie", to przyjmują. Jeszcze nie miałam okazji spróbować, więc nie sprawdzone info.

      Usuń
  2. Moja droga miałam bardzo przykre przejścia w bełchatowskim szpitalu, gdzie zawiozłam mojego tatę po urazie głowy. Wypadek komunikacyjny wiec sprawa poważna.Tak jak potraktował nas pan dr wykonujący tomograf...wrr... Ale obudził we mnie lwa i mysle, ze na wieki zapamięta nasze spotkanie:). Jest tez światełko w tunelu. Tydzien temu byłam na izbie przyjęć - tym razem -w zakopiańskim szpitalu. Z dzieciaczkiem i.., to było genialne! Usmiechano sie do nas, pocieszano, okazano serce i pomoc! Człek zachwyca sie moze czymś, co winno byc standardem ale czasy takie chore...
    A najlepsze jest jednak to, ze moja najukochańsza przyjaciolka jest stomatologiem wiec przynajmniej kwestia zebow jest u mnie załatwiona w sposob godny i wygodny.

    ...co jest na zdjeciu?!... Na tel słabo widze i... Chyba dobrze, ze słabo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak rzeczesz - to powinno być standardem, ale u nas niestety nie jest, dlatego kiedy mi się coś tak miło i szybko zdarzy załatwić, i to na nfz, to aż się dziwuję;D no, ale to nie zdarza się często.
      Na zdjęciu...myszoskoczek jakiś, który wyciągnął kopyta - cuś mu łeb odgryzło drastycznie :D a, tak mnie fantazja poniosła w tym poście, zmieszana z rozgoryczeniem i dramatyzmem ;D

      Usuń
    2. No tak mi sue zdawało, ze zbyt żywy to ten stworek nie jest...

      Usuń
  3. Aniu,
    ja mam dwie zasady dotyczące korzystania z polskiej służby zdrowia.
    1. W razie nawet najmniejszej wątpliwości umawiam się zawsze do drugiego lekarza.
    2. W razie odmowy przyjęcia w szpitalu/pogotowiu ratunkowym dzwonię do Rzecznika Praw Pacjenta. Potwierdzam, że ta instytucja działa i jest skuteczna.

    Już jakiś spory czas temu miałam bardzo nieprzyjemną sytuację, kiedy na pogotwiu ratunkowym odmówiono mi nawet widzenia się z lekarzem w momencie, gdy ostra drzazga wpadła mi do oka i cała gałka była zakrwawiona, a ja nie mogłam otworzyć oka. Powiedziano mi, żebym poszła do przychodni okulistycznej, która znajduje się w innym mieście :)

    Polecam w takich sytuacjach infolinię Rzecznika. Nawet jeśli to byle błahostka, kleszcz do wyciągnięcia, potrafi postawić szpital na nogi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brrr, jak Cię mogli w takim stanie do innego miasta wysyłać?? Matko bosko...
      A no i dziękuję, podłapuję Twoje zasady! Nie wiedziałam wcześniej, że takowy rzecznik istnieje.

      Usuń
    2. Ojejku, za to kocham moją mamę. <3
      Sytuacja była taka: złamałam nogę w Zakopanem, tam mi ją operowali, ale śruby trzeba było wyjąć. Więc kiedy przyszedł na to czas, mama wybrała się do wrocławskiego szpitala zapisać mnie na operację, bo tam nam było najbliżej od domu. Na co oni najpierw ją odsyłali od okienka do okienka a na koniec, że nie ma mowy, nie zoperują mnie, bo nie oni wstawiali mi te śruby. A jako że mamusia ogarnięta, to na lekarza, który się nie zgodził na operację nawrzeszczała, że lepiej, żeby zmienił zdanie, bo ona tu jeszcze wróci [hahaha] ale z prasą, trzasnęła drzwiami i poleciała do ordynatora. Wpadła do gabinetu, nie dała mu powiedzieć słowa, tylko przedstawiła sytuację i z tych nerwów się popłakała. W efekcie ordynator pogłaskał ją po ramieniu, kazał poczekać a po 10 minutach poszedł razem z nią do tego samego lekarza, na którego wrzeszczała i osobiście kazał zapisać mnie na operację. The end. Wniosek? Kłóćcie się o swoje + znajdźcie sobie kogoś, kto potrafi wszystko załatwić do pomocy w takich sytuacjach.

      Usuń
    3. Żaden rzecznik nie był potrzebny. <3

      Usuń
  4. O jaaa... przeżyłam kilka razy w życiu już takiego typu akcje, ja Ty ze służbą zdrowia w naszym chorym kraju... musiałam sobie radzić z prywatnymi lekarzami, no i kółko się kręci ech :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Straszne, ale prawdziwe rzeczy piszesz. Znieczulica jest straszna i wielkie braki w służbie zdrowia. Niestety... Po złamaniu nogi i wsadzeniu w gips zostawiają cię na środku korytarza bez kul, bez wózka, bez pomocy. Jak masz dojechać do domu? Uważam, ze w szpitalach powinny być wypożyczalnie sprzętu takiego jak kule, usztywnienia. Na dowód osobisty, za kaucją cokolwiek ale żebyś miał jak wrócić do domu. Co do dentysty miałam identyczną sytuację. Babka kazała mi przychodzić co tydzień, bo ten ząb, bo tamten. Jak jej zwróciłam uwagę czy nie może za jednym razem wszystkiego wyleczyć to się speszyła. Przyłapałam ją jak kazała mi przyjść na zdjęcie kamienia i piaskowanie, które miałam robione 2 tygodnie wcześniej w innym gabinecie. Więcej moja noga tam nie stanęła. Oszustka!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam podobnie dawno temu u ginekologa. Poszłam na pierwszą w życiu wizytę. Cel: tabletki antykoncepcyjne, m.in. jako lek na problemy z cerą, bo nic innego nie pomagało. Babka skasowała 80 zł i wysłała mnie na badania. Zrobiłam, wróciłam. Znów 80 zł i... polecenie, że mam się wybrać na kolejne badania. Ja byłam wtedy młoda i głupia i początkowo mnie to nie zdziwiło. Czerwona lampka zapaliła mi się dopiero przy którejś takiej samej wizycie, gdy lekarka wzięła do ręki plik moich badań, zaczęła je jak zwykle i przeglądać i mocno zafrapowana rzekła: "hmmmmm na jaki by tu badania jeszcze panią wysłać...."....

      Usuń
    2. Jasny gwint, ja te wszystkie historie chyba zbiorę i wydam tomik opowiadań grozy zatytułowany "Polska służba zdrowia"...

      Usuń
  6. A wcale mnie to nie dziwi, wcale a wcale. Miałam takich sytuacji sporo, niestety. Najczęściej wkurzam się, gdy stoję w kolejce do rejestracji, czynne jedno okienko, a kolejka w ch... długa. Jak na poczcie. Poza tym wnerwia mnie ta cała biurokracja i to, że czekam na wizytę u specjalisty kilka miesięcy. W dodatku wizyta jest o porach nieosiągalnych dla ludzi pracujących - najczęściej koło południa. Prywatyzacja służby zdrowia to chyba wcale nie tak zły pomysł...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak coś potrzebuję to i tak idę prywatnie, bo się nie da inaczej - dlatego mnie to też ryba...

      Usuń
  7. Cóż tu dodać... to straszne i zdarza się zbyt często nam wszystkim. Od dawna zadaję sobie pytanie na co u diabła płaci się ubezpieczenie!!! W ramach ubezpieczenia ,, nie należy się nic,, i tak wszystko trza prywatnie. Dentysta, okulista..... bo jak ktoś ma problem to nie będzie czekał miesiąc czy dwa na wizytę. A jak to wygląda,, na kasę,, i,, za kasę,, miał okazję przekonać się mój Małżon jak mu jakaś cysta na powiece wylazła... Pierwszy zabieg,, na kasę,, nikt się zbytnio nie cackał, znieczulenie jeszcze nie zaczęło dobrze działać już było po wszystkim i do widzenia. Drugi zabieg z braku terminu,, za kasę,, wyglądał już inaczej: badania przed, ciśnienie, podłączona kroplówka i ciągłe pytania,, jak się pan czuje,, może pan sobie telewizor pooglada zanim przyjdzie lekarz... na salę zabiegową zawieziemy pana na wózku ( na co mój, że,, nogi ma przecież zdrowe tylko oko...) bo takie przepisy. Porządne znieczulenie, tlen i pani doktor ( ta sama co,, na kasę,,) jakaś bardziej delikatna.... Ot taka różnica! Jak piszesz Poooolska!!! Takie sytuacje powodują, że jak tylko człowieka stać to idzie prywatnie... tylko nie powinno TAK być!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak jak mówisz, i tak jak napisałam wyżej - jak jakaś wizyta potrzebna to i tak trzeba pójść prywatnie. Zresztą no, bez stówki w łapie to się pacjenta traktuje nie jak człowieka, tylko jak numerek. Sama zresztą się przekonałaś. Porażka.

      Usuń
  8. Oj jakież prawdziwe Twe zdenerwowanie :P
    Ja tak chodziłam jak chciałam rentgena sobie zrobić, miałam skierowanie na szpital na Szopena (pani z info wysłała mnie do rejesracji RTG szuuuuuukałam jej długo aż znalazłam, a tam pani powiedziała że to nie ten budynek i mam isc na Szopena do przychodni). W przychodni czekalam długo do rejestracji a potem powiedziano mi ze to nie ta rejestracja i mam iść na dół do rejestracji RTG, po odczekaniu w rejestracji RTG powiedziadziała mi pani że do mojego zdjecia nie trzeba czekać i wchodzi się bez kolejki :D Zdjęcie robiłam bagatela 4 h :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah :D to jeszcze lepiej niż u mnie :D
      Ciii, już spokojna jestem :D złe emocje trzymają się mnie max do 3 godzin :D

      Usuń
  9. Lepiej, zeby zdrowie nie szwankowało, bo wtedy na dokładkę gwarantowany rozstrój nerwowy i długie godziny spędzone w kolejkach. Też miałam leczone zdrowe zęby i to przez prywatnego dentystę. Tyle mi ubytków wymieniła, że zdębiałam, ale cóż leczę grzecznie tylko zaczęłam wkurzać się wydatkami i poszłam do państwowej przychodni tymrazem, a tam pani mówi, ze nie ma co leczyć. Okazałało się, że operatywna prywatna dentystka prewencyjnie wszystkie plomby postanowiła mi wymienić :-/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To historia jak u mnie, Gaja - bo ja te zęby też prywatnie leczyłam. Jak to moja siostra trafie ujęła - masz tyle 'zepsutych' zębów, ile doktorkowi kasy potrzeba. Czyli pewnie dużo. Sprawdziłam u dwóch dentystów na NFZ i nagle cud - zęby zdrowe!

      Usuń
  10. Lepiej, zeby zdrowie nie szwankowało, bo wtedy na dokładkę gwarantowany rozstrój nerwowy i długie godziny spędzone w kolejkach. Też miałam leczone zdrowe zęby i to przez prywatnego dentystę. Tyle mi ubytków wymieniła, że zdębiałam, ale cóż leczę grzecznie tylko zaczęłam wkurzać się wydatkami i poszłam do państwowej przychodni tymrazem, a tam pani mówi, ze nie ma co leczyć. Okazałało się, że operatywna prywatna dentystka prewencyjnie wszystkie plomby postanowiła mi wymienić :-/

    OdpowiedzUsuń
  11. Ojoj biedna... Hm to chyba powinni robic kurs w szkolach na podstawowe udzielanie pomocy sobie samemu... No coz taki kraj, taka mentalnosc ludzi... Moze zmieni sie to wszystko w najblizszej przyszlosci, ale to juz nie tylko od wladzy zalezy a od ludzi...
    Ja od dwoch tygodni lecze wszystkie zeby,ale akurat widac golym okiem, ze prosza sie o pomoc...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to, dlatego do lekarzy chodzę w skrajnych przypadkach, a tak na ogół to leczę się sama, domowymi sposobami i ziołami :)

      Usuń
    2. To tak jak ja :-) i chce to przekazac nastepnym pokoleniom... :-D

      Usuń
    3. To tak jak ja :-) i chce to przekazac nastepnym pokoleniom... :-D

      Usuń
  12. Ja do dentystów na NFZ nie chodzę. Kiedyś chodziłam, jedna babka smarowała mi zęby jakąś ciemną mazią niby na próchnicę. Potem się okazało, że ta maź była od dawna zabroniona bo niszczy zęby. Nie dość, że genetycznie mam słabe to ta mi jeszcze coś takiego :D Oczywiście już nie pracuje w zawodzie ale żal do niej mi pozostał ze słabymi zębami. W podstawówce chodziłam do szkolnej dentystki - to się jeszcze dało chociaż moja krewna miała z nią przeboje (krzyczała na nią kiedy płakała i kompletnie ignorowała jej mamę). Jakoś w liceum zaczęłam chodzić prywatnie do pani, u której leczyła się moja mama i cały czas twierdzę, że to cud kobieta :D
    W czasie, kiedy brakowało pieniędzy postanowiłyśmy korzystać z usług dentysty na NFZ, który leczył moją mamę gdy była mała. Siostrze wyrywał zęba tak, że ją cholernie bolało - wtedy uznałam, że jest przewrażliwiona bo wcześniej ja miałam wyrywaną siódemkę i poszło gładko... wprawdzie ułamał mi kawałek dolnego zęba ale on i tak miał być wyrwany w następnej kolejności. Kiedy przyszła na niego kolej, najpierw się upewniałam czy on da radę go wyrwać bo wg mnie ciężko było go złapać. Jaaasne, że się dało go złapać i wyrwać nawet! Ale bez korzenia i łamiąc przy tym ząb obok, w którym teraz mam antybiotyk :D (to już zrobiłam u mojej dentystki).

    Raz byłam też u pewnej babki, którą strasznie chwaliła moja ciotka. Cóż, ciotka głupia jak but to się nie dziwię, że polubiła taką ekhem... Nosz kurna, co to za dentysta, który swoim pacjentom wypomina, że ma popsute zęby? I to tak chamsko?! Bo przyszłam na NFZ a nie prywatnie? :D

    Skoro i tak już się tak rozpisałam to napiszę jeszcze jedną historyjkę - mama po operacji na żylaki (kardiolog ją wysłał bo ma problemy z sercem i krzepliwością krwi) miała mieć zmienione opatrunki. Poszła więc do przychodni a tam... nie chcieli jej tego zmienić bo "to nie jest pilne" chociaż lekarz twierdził inaczej ;P

    A kiedy ja się chciałam w 3 miesiącu ciąży (!) zarejestrować pierwszy raz do ginekologa, panie w rejestracji mi powiedziały, że nie ma wolnych miejsc i pani doktor przyjmuje tylko pacjentki z kontynuacją leczenia :D W takich chwilach wielbi się znajomości. Inaczej musiałabym pewnie wydać kupę kasy na wizyty i badania prywatne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boziu, ale się rozpisałam o . O Niestety, ze służbą zdrowia mam zbyt często do czynienia :(

      Usuń
    2. Fajnie, że się rozpisałaś! :D Przeczytałam Twój koment z "przyjemnością" i aż mi się włosy zjeżyli na głowie...Szczególnie, przy wyrywaniu zęba :/

      Usuń
    3. Kiedy mi tego zęba wyrywał, po raz PIERWSZY W ŻYCIU płakałam u dentysty. Co więcej - wręcz krzyczałam (tyle ile mogłam z jego paluchami i narzędziami w ustach) i się wyrywałam...

      Usuń
  13. ja tez ostatio byłam u dentysty na nfz stwierdziła ze tył mam cały do wyrwania i zrobienia protezy poszłam prywatnie okazła sie ze jeden jest do zrobienia a 3 zdrowe;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurczę, dobrze, że to sprawdziłaś :O

      Usuń
  14. ja do dentystów chodzę li prywatnie :D mam ulubioną panią od lat na osiedlu i na żadną jej nie zamienię:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zazdro, Leon. Ja dopiero szukam dentysty, któremu zaufam i powierzę swą paszczę bez obaw...

      Usuń
  15. Brak słów do naszej służby zdrowia...

    Pamiętam jak trafiłam rok temu do szpitala (skierował mnie tam mój lekarz rodzinny z podejrzeniem wyrostka). Kiedy już dojechałam na miejsce praktycznie przestało mnie samo boleć. Trzymali mnie tam 3 dni, robili badania, konsultacje ( w tym także była wizyta u ginekologa) i nie wykryli nic. W końcu wypisali mnie do domu. Wypis odebrałam dopiero po kilku dniach i jakież było moje zaskoczenie kiedy przeczytałam na nim, że ból ustąpił po podaniu kroplówek ( a przecież już mnie nic nie bolało) a wywołany był z powodów ginekologicznych ;D ( Byłam przecież u ginekologa i powiedział mi, że wszystko jest w porządku). ECH COŚ TRZEBA BYŁO NAPISAĆ :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam słów na to Gosia... W ogóle służba zdrowia w PL to chyba taki temat, że każdy ma w rękawie przynajmniej jedną historię mrożącą krew w żyłach :D

      Usuń
    2. Dokładnie- brak słów. I jeszcze wielkie narzekanie, że mało zarabiają. Niech lekarze najpierw się rozliczą z tych wszystkich łapówek, które biorą.

      Usuń
  16. Ja bym od razu sama go wyciągnęła, ale cóż taki los córki pielęgniarki xd...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (hairoutine.com) - w moim profilu na blogerze nie wyświetla się blog -.-

      Usuń
    2. Widzisz, ja już mam strzykawę i też sama se będę radzić w razie potrzeby :D

      Usuń
  17. Cóż, ja wczoraj miałam wycieczkę po warszawskich szpitalach. Pół roku temu miałam uraz kręgosłupa. Od kilku tygodni codziennie towarzyszył mi potworny ból, nie byłam w stanie normalnie funkcjonować. W dwóch szpitalach odmówiono mi pomocy - przecież nie byłam nagłym przypadkiem (co z tego, że jeśli chodziłam to zgięta w pół). W trzecim zostałam skrzyczana, że zdrowi ludzie (sic!) nie powinni zabierać lekarzom cennego czasu i że mogłam zdiagnozować swoją dolegliwość z pomocą... internetu. Ostatecznie lekarz z łaską wypisał mi receptę i skierowanie do kolejnego specjalisty. Zastanawiam się, jak długo będę musiała czekać na wizytę... Przykro mi, że żyjemy w kraju, gdzie lekarze nie wywiązują się z przysięgi, którą dobrowolnie złożyli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :O Nie wiem, co powiedzieć... Życzę dużo cierpliwości, no i zdrówka przede wszystkim, żeby się ta sytuacja szybko skończyła. I już nie wróciła! :)

      Usuń
    2. Taaaak, znam to. Też miałam dwie sytuacje, kiedy poszłam z intymnym problemem raz do chirurga [który śmierdział kacem!] a innym razem [z czym innym] do ginekologa. Jak zapytałam co to jest i skąd się mogło wziąć, to chirurg powiedział, że nie będzie mi całej medycyny wykładał, a pani ginekolog, żebym poczytała w internecie. W efekcie na niego nakrzyczałam, że nie potrzebuję całej medycyny a ledwie strony z podręcznika, a na ginekolog, że gdybym chciała się diagnozować w internecie, to bym do niej nie jechała 30km, trzasnęłam drzwiami i poszłam w cholerę z płaczem.

      Aha, zapomniałabym, jak złamałam nogę, którą przez dobre kilka minut nastawiali mi bez znieczulenia [zwichniętą i złamaną w 4 miejscach] z bólu i bezsilności płakałam i wrzeszczałam jak dziecko. Lekarz kazał mi "się zamknąć", jeśli nie "zamknąć mordę" - ręki nie dam, pamiętam to jak przez mgłę. W każdym razie, żeby tego było mało, jak mnie, ten sam kochany doktorek, wypisywał ze szpitala, jako lek przeciwbólowy dał mi... Ibuprom. Geniusz, czyż nie?

      Usuń
  18. Brak mi słów, współczuję tylu nieprzyjemnych przeżyć. Zwłaszcza to z dentystą mnie zszokowało, dobrze, że poszłaś się skonsultować z innym.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja również siedząc ostatnio 3 godziny w kolejce do ortopedy i obserwujac ludzi,którzy się kłócą kto przed kim ma wejść, wpadłam w osłupienie.Przychodnie to miejsca dla ludzi o zdrowych nerwach,a ktoś wrażliwy może sie nabawić nerwicy.Będąc własnie tak długo w przychodni postanowiłam załatwić wizytę u innego lekarza.Termin miałam za 2 dni,poszłam do rejestracji z prośbą widząc 3 osoby pod drzwiami lekarza o wydanie kartoteki i przyśpieszenie wizyty,Jakież było wielkie oburzenie pani przy rejestracji,mogę zmienić na dalszy termin ale w żadnym wypadku wcześniej,masakra,wizyt u dentysty współczuję,ktoś w moim kręgu znajomych tez dziwnie często leczy zęby,trzeba coś z tym zrobić,może ktoś podpowie co ??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przy każdej wizycie w szpitalu mam ogromną nadzieję, że nie będzie kolejki - właśnie przez tych kłócących się ludzi a nie przez konieczność czekania. W przychodni mam to szczęście, że moja doktor rodzinna nie przyjmuje ostatnio nowych pacjentów więc ma ich mało i kolejek prawie nigdy tam nie ma, dentystka prywatnie robi tak by kolejek nie było, a u ginekologa wołają :D Tylko raz w przychodni musiałam czekać do rodzinnego. Tylko chwilkę. Potem drzwi się otworzyły, nadeszła moja kolej i... przede mną śmignęła jakaś baba, która dopiero co siedziała kawałek dalej o . O Następnego dnia ta sama baba wepchnęła się przede mnie do kardiologa... To szczęście... :D


      A co do dentysty to jednak warto chociażby na kontrolę iść prywatnie.

      Usuń
    2. Heheh no co jak co, ale kultura samych pacjentów też poraża :]
      Ja teraz przyjmuję strategię, że zamiast od razu leczyć - najpierw sprawdzam zęby przynajmniej u dwóch dentystów :)

      Usuń
  20. Ja się wyłamię.
    Owszem są szpitale padaki, które powinni natychmiast zamknąć i również na takie trafiałam. Ale nie generalizujmy. Jest mnóstwo wspaniałych lekarzy i placówek. Niestety zmuszona byłam oddać swoje dziecko w ręce dwóch takich instytucji w odstępie 2,5 roku na operacje mózgu. To co tam się działo jest nawet trudne do opowiedzenia... Profesjonalizm, podejście do pacjenta i jego rodziny, błyskotliwość i niesamowite zdolności naszych specjalistów powalają na kolana! Do tego, bez żadnej łaski i proszenia, opieka profesorska po wypisie ze szpitala. Uratowali życie i zdrowie mojego dziecka 2 razy na poziomie najwyższym z możliwych.
    I o ile naprawdę rozumiem Wasze zdenerwowanie i sama miałam wielokrotnie pokaz olewactwa, debilizmu i nonszalacji ze strony lekarzy (jeden szpital prawie zabił mi dziecko, bo wylew w mózgu pomylili z narkomanią), to nie można wrzucać wszystkich lekarzy i placówek do jednego wora. To niesamowicie krzywdzące dla tych, którzy są lekarzami z powołania i ratują ludzkie życie. A ja spotkałam takich wielu. I dla mnie są Bogami!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co nie zmienia faktu, że założyłam sobie listę emerytalną na której pierwszą pozycją jest codzienne wstawanie przed wschodem słońca i ustawianie się w kolejce do lekarza do lekarza rodzinnego po to, by ludzie (którzy nie nabyli jeszcze praw do chorowania) nie mogli dostać się do lekarza...
      Powinni jakoś to rozwiązać - nie rozumiem po co ludzie na emeryturze, siedzący cały dzień w domu, koniecznie muszą mieć pierwsze numerki???? Ja jako osoba pracująca i nie chcąca brać urlopu na każdą wizytę u lekarza, chciałabym mieć możliwość skorzystania z porady w takich godzinach, żeby móc do pracy się spóźnić albo z niej wcześniej urwać a nie całkiem do niej nie iść. Emeryci powinni mieć wyznaczone godziny przyjęć w środku dnia, a krańcowe godziny mieli dostępni ludzie pracujący.
      Ale to chyba głównie wina pacjentów, nie lekarzy jako takich...

      Usuń
    2. Oczywiście, że nie należy generalizować. Rok temu przez wiele miesięcy lekarze ratowali życie mojego dziadka na oddziale intensywnej terapii. Dawali mu kilka procent szans na przeżycie. Ale się udało i teraz, czasami mam takie wrażenie, jest zdrowszy niż kiedykolwiek. Ale tu lekarze ratowali życie, w przypadku Twoje dziecka również. Może to kwestia ambicji? Może taki dentysta jest rozgoryczony, że nie został kardiologiem? Nie wiem, ale jest mi przykro, że tych cudotwórców trzeba ze świecą szukać - sama zapewne o tym wiesz...

      Usuń
    3. Nasi bliscy mieli duże szczęście.
      Mam koleżankę. Jest onkologiem, hematologiem i zajmuje się jeszcze przeszczepami. Lekarz geniusz, z powołania i w dodatku o wielkim sercu! Wyjeżdżą za granicę, bo w pl przełożeni traktują ją podle i blokują karierę.
      Także nie dość, że cudotwórców ciężko znaleźć, to jeszcze zapewne znaczna ich część ucieka by móc rozwinąć skrzydła. Nasz kraj nie jest gotowy na ludzi, którzy chcą być lekarzami na najwyższym poziomie. Nadzieją napawa jedynie to, że niektórym się udaje przebić przez ten pancerz...

      Usuń
    4. Ambicja zapewne też. A może jeszcze wypalenie zawodowe z powodu braku wyzwań?
      Chirurg, neurochirurg, kardiolog musi się wciąż dokształcać, ciągle coś nowego, stale inne przypadki. Taki lekarz rodzinny tłucze 47 gryp dziennie, 4 zapalenia oskrzeli, 8 biegunek.... Ileż czasu można się tym jarać?
      Może po pewnym czasie widzi tylko te biegunki i grypy? Umykają mu poważne choroby? Zresztą nawet jak nie umkną co zrobi - może jedynie wysłać do specjalisty, więc to znowu żadne wyzwanie dla niego...

      Usuń
    5. Anula, masz rację, nie można generalizować bo i świetnych lekarzy nie brakuje :) Nigdy nic nie jest czarne albo białe - pomiędzy jest jeszcze cała skala szarości:) Ja musiałam po prostu w tym poście wylać trochę gorzkich żali, szczególnie na pana dentystę, bo niestety wizyty tanie nie były i gdybym się nie skapnęła w porę to by mnie na łyso z oszczędności oskubał :]
      Cieszę się bardzo, że Twoje dziecko trafiło pod taką dobrą opiekę - Twoja opowieść jest jak światełko między tymi wszystkimi mrocznymi opowieściami powyżej:))

      Usuń
  21. Babeczko zielna, ja też miałam przygodę z kleszczem. Z tym, że mnie przyjęto od razu, ale byłam przekonana, że oto dostałam się do programu "Mamy Cię!", albo coś w ten deseń. Idzie taki starszy Janusz pod wąsem w kraciastej flanelowej koszuli, łapy ubabrane, pod paznokciami ziemia - słowem, myślałam, że robotnik. A tu nie, bo wdziewa kitel, lateksowe rękawiczki (na szczęście!) i bierze się za kleszcza. Wyjął, ale szok został mi jeszcze długo. Ja wiem, że człowieka po wyglądzie nie powinno się oceniać, ale lekarz chociaż powinien dbać o higienę! Zresztą ja jestem weteranem, jeśli chodzi o wizyty lekarskie, mam co leczyć, więc i przygód jeszcze mnie pewnie czeka bez liku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy pojawiło się hasło "Janusz pod wąsem" to od razu mi w głowie zagrała piosenka Zaciera "Niedźwiedź Janusz"... a historia niezła, lekarza we flanelce jeszcze nie spotkałam ;D

      Usuń
  22. Straszne, ale powiem Ci, że w UK jest też zabawnie ze służbą zdrowia. Na wszystko paracetamol i inne takie historie, że szkoda gadać. U mnie pani doktor rozpoznała półpaśca a to alergia na ryby była. Czasem nie wiem czy w Polsce służba zdrowia nie jest lepsza.
    Mnie też tak kiedyś tak dentysta zęby leczył. Trzeba bardzo uważać.
    Polska jest rzeczywiście dziwnym krajem. Chociażby egzamin na prawo jazdy jest najtrudniejszym z najtrudniejszych do zdania w naszym kraju. Niestety z roku na rok coraz bardziej :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym paracetamolu to słyszałam, to już chyba legendarne jest ;D

      Usuń
  23. niestety też to znam, na dentystów też jestem uczulona i zazwyczaj obsypuje każdego dokładnymi pytami, na szczęście chyba trafiłam w końcu na dobrego ;] straszne to jest co się dzieje w tym kraju, skąd to się bierze u ludzi ;/

    OdpowiedzUsuń
  24. Oj, mnie chyba też ugryzł kleszcz - zrobiło mi się duże, ciemne zaczerwienienie na łydce. Idę dziś do onej służby dowiedzieć się ile jeszcze mi zostało. Trzymaj kciuki, żeby to nie była borelioza, albo inne cóś.

    OdpowiedzUsuń
  25. Biedna... Ale miałaś przeżycia...:( smutno w jakim kraju i w jakim chorym systemie przyszło nam żyć:(

    Z podobnych przeżyć: Kiedyś miałam anginę (leczoną miesiąc! antybiotykami!). Po 2 miesiącach od "wyleczenia" miałam nawrót - jadłam się grzecznie do ośrodka, gdzie powiedziano mi, że mogą mnie zarejestrować na za tydzień! Nie miałam wyjścia- zapłaciłam te 50zl (cale szczęście, miałam) i zostałam przyjęta poza kolejką. Czy to jest normalne? Ubezpieczenie zdrowotne obowiązkowe, póki płacisz to jesteś ok, ale jak zachorujesz to mają Cię w nosie- chyba, że znowu zapłacisz...

    OdpowiedzUsuń
  26. Słuchasz Happysadu? "To miejsce na mapie, gdzie kończy się papier, gdzie farba się zmywa, Polska się nazywa." <3

    OdpowiedzUsuń