czwartek, 2 lipca 2015

Fotoczerwiec jedną ręką pisany


Czerwiec był wyjątkowy, bo spędzony na wsi. A po kilku miesiącach życia w miejskiej dżungli, do której ja nijak nie pasuję, to był prawdziwie szczęśliwy czas. Blisko łąka, las, warzywa i owoce z ogrodu. Toż dla mnie to najwyższy szczebelek w piramidzie szczęśliwości! :)



W czerwcu moją uwagę prawie w 100% pochłonęła fotografia. Kulinarna, a jakże! Spędziłam niezliczone godziny na pstrykaniu zdjęć produktów jadalnych. Kropelki wody na świeżych owocach, tu listek mięty, tam szczypta cukru pudru...te detale, które nadają smaczek zdjęciom... :) Mogłabym robić to bez końca, zatem śmiem podejrzewać, że trafiłam na moje życiowe powołanie, którego od lat poszukuję. Choć mogę znów się mylić...pogadamy za pół roku. 



A powyżej parę kadrów z ostatnich sesji. Co do książki Helene Dujardin, którą powyżej prezentuję, to jestem w trakcie jej przerabiania. Napiszę o niej coś więcej pod koniec lipca, może  komuś się przyda. :)



Zieleninka, zieleninka:


W czerwcu zrobiłam swój pierwszy w życiu macerat. Różany. Oczywiście nie wyszedł, ale spoko luz - już zrobiłam wersję poprawioną. Jaki błąd popełniłam pierwszym razem? Zalałam olejem mokre płatki. A nie wolno, do maceratu nie może dostać się woda. O tym, jak poznać kiedy domowy kosmetyk się zepsuł poczytacie u Moniki

Zbierałam głównie bławatki, bez czarny i czerwoną koniczynę - wszystko na suszenie. Koniczynę popijam i przecieram nią twarz - za jakiś czas napiszę o efektach. Póki co przyznam, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczona.




Przeurocze robactwo łąkowe. Zawsze mnie fascynował świat przyrody, jego doskonałość i spójność.





Owocki, owocki. Wszystko swojskie, full bio, eco i co nie tylko. Przed zeżarciem muszę wszystko "obpstrykać" aparatem z każdej możliwej strony.




Pielęgnacyjnym hiciorem miesiąca okrzykuję rękawicę Kessa. Wspaniała alternatywa dla peelingu kawowego, bez brudzenia łazienki. Jeśli lubicie mocne 'zdzieranie' to powinno Wam się to cacuszko spodobać. Po miesiącu używania (2 razy w tygodniu) stwierdzam, że włoski po depilacji nie wrastają, a skóra niebywale wręcz gładka. Oprócz tego dosypuję do balsamu mocznik, i pewnie po części to też jego zasługa. 


Piszę tego posta jedną ręką, moi drodzy. Prawa ręka do niczego. Liść babkowy, napar z szałwii, naproksen (jak już biorę apteczne prochy przeciwbólowe, to znaczy, że kaplica)...nic nie pomaga, boli jak cholera. Zostałam jednoręką blogerką. Toteż przez najbliższe dni ograniczę nieco blogową aktywność. Ale nie bójta, poodwiedzam Was, jak tylko moja krzepa powróci!


NA KULTURNOŚCI

Jedną ręką, która mi pozostała, opowiem o sprawach kulturnych (całe szczęście, nie ma tego u mnie wiele). Znacie powieść ''Znachor'' Tadeusza Dołęgi-Mostowicza? Ta historia kupiła moje serce już od pierwszych stron. Całe szczęście, że jakimś dziwnym trafem nie widziałam do tej pory ekranizacji, ponoć puszczanej w telewizorni w dniu Wszystkich Świętych z podobnym zacięciem jak Kevin w Wigilię. Dzięki temu czytałam książkę z zapartym tchem i wielką ciekawością. Także drugą jej część  ("Profesor Wilczur"). Piękna i smutna historia, wskakuje u mnie na 1 miejsce. Jak jej nie znacie, to warto. Serio.

Najmocniej przepraszam za niewizytowy wygląd.

Pozdrawiam Was ciepło i idę jedną ręką naczynić sobie jakoś kolację. A w kolejnym poście lipcowa wyprawa zielna:)

No, a jak u Was czerwiec zleciał ? :)

Buziole, Ania :)

45 komentarzy:

  1. W sumie dobrze, ze nie jestes np. jednozębną blogerką:). Jednoręki może byc bandyta wiec spoko- to juz jakos brzmi.
    Piekne zdjęcia robisz! Niesamowitym wyczuciem piekna musiały Cie boginie obdarzyć, bo ogłada się to ...no tak jak sie oglądać powinno - czyli jak fotografię artystyczną.
    Na Znachora mnie nie namówisz:). Nie wiem, jak Ci sie udało przeżyć te 18 lat bez załapania się na ekranizację, ale ja mam uczucie, że kiedy bym przed tv nie zasiadła (a czynię to sporadycznie) zawsze leci Znachor! Zawsze! Ciagle to gdzies nadają:). To mnie prześladuje! Szczegolnie ten moment na sali sadowej, gdy pan Kleks wstaje i mowi że Niechcic Bogumil to... Dobra, milczę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. co ja bede pisac Kasia napisała dokłądnie to co ja chciałam :) podobo wielkie umysły myślą podobnie :)heheh

      Usuń
    2. Święte słowa moja droga, święte słowa!

      Usuń
    3. Dziękuję Wam, dziołchy o wielkich umysłach! Toż to miód na moje serducho takie słowa! :)
      Widzisz Sisi, sama nie wiem. jak mi się udało nie zobaczyć Znachora do tej pory! Ale dobrze się stało. Bo obejrzałam, po przeczytaniu ksiązki oczywiście, tą wersję z Anną Dymną, i zawiodłam się okrutnie! Jakoś tak...płasko, płytko, bez emocji. Ale to był pierwszy film jaki obejrzałam gdzieś od roku...może ja po prostu filmów nie lubię. Książka też nieco inaczej się skończyła i po tej końcówce to dwa dni ją miałam w głowie i nie mogłam zebrać myśli. A film jak się skończył, to wyłączyłam kompa i z ulgą, że już koniec, zajęłam się czymś innym. :)

      Usuń
    4. Ksiazka kończy sie...inaczej???! O nie!

      Usuń
    5. Mowisz o wersji z Anna Dymną...czyli jest jeszxze jakas inna!? No teraz to ja jestem wystraszona i boje sie telewizora!

      Usuń
    6. Jest jeszcze taka stara ekranizacja, czarno-biała ;)
      Generalnie to książka kończy się tak samo, z tym, że pan Kleks nie tak od razu objawia wszystkim, że Bogumił to Bogumił. Rozprawa sądowa się kończy jak gdyby nigdy nic i pan Kleks przeżywa rozterki wewnętrzne, czy powiedzieć, czy nie powiedzieć... Jakoś tak więcej emocji było w książce. A film dziwne wrażenie na mnie zrobił...takie posklejane obrazki. Tyle, że na prawdę wybitnie nie lubię filmów, więc to tylko moje odczucie :)

      Usuń
  2. Widać czerwiec udany :) U mnie też same smakołyki z ogrodu, tylko nie robię tak ładnych zdjęć co ty :P

    Pytanie o koniczynę: jak ją zaparzasz do picia? Gotujesz czy po prostu zalewasz wrzątkiem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asia, koniczynę zalewam po prostu wrzątkiem, na pół godziny :)

      Usuń
  3. Ciekawy czerwono-czarny robaczek:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no, muszę sprawdzić jak się zwie :)

      Usuń
  4. Przyznam że ze zdjęć tu wrzuconych najcudniejsze są owoce i te kuchenne sprawki :O przepiękne ujęcia...cuuuuudooooowne !
    I coś w łapkę zrobiła? (mimo to post długi i z polskimi znakami jak na jednorękiego bandytę - niezłe staty :D)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej! Dziękuję przeogromnie! Toż to takie miłe! :):)
      Nie wiem co się stało, jakaś taka drewniana, nie moja... Ale polskie znaki muszą być, nie ma że boli! :D Grałam kiedyś na gitarze i mam dobry rozstaw palców u lewej łapy, to na luzie szifty i alty ogarniam ;D

      Usuń
    2. Hahaha :D Mistrz klawiatury :D Chociaż na to gitara się przydała :P
      A z ręką do lekarz idź, takie rzeczy to nie normalne jest. Jakiś zakrzep możesz mieć czy coś :o przerażające...:D

      Usuń
    3. Oj chyba jutro pójdę do lykorza, nie ma żartów...

      Usuń
  5. Ja dziś zamówiłam sobie podobna książkę:) Piękne zdjęcia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Helen :) a co to za książkę zamówiłaś?

      Usuń
  6. Macerat? Pierwsze słyszę :P Miałam nosa, że Twój blog jest wartościowy i znajdę na nim mnóstwo rozwijających ciekawostek :) Zaraz sobie pogoogluję :)

    A zdjęcia robisz doskonałe! Chociaż wiadomo, to temat, w którym warto się ciągle rozwijać. Fotografowanie jedzenia wydaje mi się ponadprzeciętnie trudne... Robię zdjęcie owsianki, a wygląda jak... wygląda... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi:) już pewnie pogooglowałaś, to nie będę się rozwodzić:) to jak, co zamacerujesz? :D
      Owsiankę apetycznie uchwycić to wyzwanie nawet dla zawodowych fotografów żywności:) sama nie wiem, czy umiałabym ją tak ująć, żeby nie wyglądała jak placek na chodniku w niedzielny poranek :}

      Usuń
  7. Zdjęcia przecudowne :) Zarówno kulinarne, jak i robactwa :)
    Ktoś tu chyba ma talent!

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękne zdjęcia ! Kulinarne zwłaszcza....jak Ciebie to tak kręci to może dasz się zatrudnić do robienia fotek u mnie ;)))) oj, żart taki.
    Rękawicę już planuję zakupić a przy okazji napotkałam na takie,, ichne,, zdzieradło do pięt z kamienia czy glinki...też biorę ;)
    Nie piszesz co w rękę.... ale zdrówka życzę!!! Poniekąd znam ten ból bo mnie dopadł ból prawego nadgarstka i coś mi się wydaje, że to z nadmiaru surfowania po necie :/ przy każdej czynności boli jak cholera. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Olu! :*
      Zdzieradło do pięt? Cóż to wynalazłaś ciekawego? :) Ja właśnie myślę nad zakupem jakiejś tareczki do stóp.
      A ręka...może być, że to od nadmiaru godzin przy lapku. Właśnie to podejrzewam. A ja bez laptopa jak bez ręki... :]

      Usuń
    2. Waham się między tym. http://www.helfy.pl/cialo/dlonie-stopy/marokanski-pumeks-do-stop
      a tym. http://www.helfy.pl/cialo/dlonie-stopy/pumeks-z-lawy-wulkanicznej

      Usuń
    3. Jak ja widzę słowo 'marokański' to biere w ciemno! :D A tak serio...ten glinkowy bardzo mnie zaintrygował!

      Usuń
  9. Fotki boskie <3 i Ty <3 z tą książką na twarzy, ja raz tak zasnęłam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :*
      A ja nie śpię, Szeri Lejdi, ino się przed obiektywem siostry chowam ;D

      Usuń
  10. śliczne zdjęcia (jak zawsze) :D No mi czerwiec minął tak szybko że nawet nie wiem kiedy. Właściwie to na hasaniu po łąkach i lasach na boso, zbieraniu ziół, robieniu zdjęć i jedzeniu masy owoców :D

    OdpowiedzUsuń
  11. cudne fotografie! :) ja bym chciała odpocząć na wsi...

    OdpowiedzUsuń
  12. Chaberki! Piękne zdjęcia. Ale mi zrobiłaś smaka na borówki -mniam :)

    OdpowiedzUsuń
  13. przepiękne zdjęcia !!!!

    http://anicix.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Dołęgi-Mostowicza fajna jest też książka "Pamiętnik pani Hanki" - dużo humoru i klimat dwudziestolecia międzywojennego. powiedziałabym nawet że to jego najlepsza powieść :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia, dzięki za podpowiedź, bo właśnie się zastanawiałam, którą jego powieść teraz przeczytać :)

      Usuń
  15. To nie robaki, a owady :-).

    OdpowiedzUsuń
  16. robisz piękne kulinarne zdjęcia:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Aniu zdjęcia piękne. Gratulacje :)
    Czekam na recenzję książki. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Bardzo liczę na Twoją recenzję książki "Ujęcia ze smakiem" - zdjęcia, które zaprezentowałaś bardzo mi się podobają. Ciekawe, czy to wiedza, czy też intuicyjne wyczucie, nieco tylko podparte lekturą? :-) Chorej łapce życzę zdrowia. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anika, te zdjęcia zrobiłam jeszcze zanim weszłam w posiadanie tej książki. W sumie jedyne fotograficzne lekcje do tej pory wynosiłam z blogów Modern Taste i jestrudo.pl. Ale przede wszystkim z pstrykania - zrobiłam tysiące zdjęć przez ostatnie 10 miesięcy :)
      Ksiązkę już kończę i powiem, że spoko, i kupić warto. Większość rzeczy już wiedziałam, ale fajnie mi się dzięki niej wszystko utrwaliło. A i sporo nowych trików wyniosłam. Napiszę o niej jeszcze co nieco na koniec miesiąca :)
      Dziękuję i pozdrawiam :)

      Usuń
  19. Uwielbiam Twoje zdjęcia!
    P.S. Narobiłaś mi apetytu na kanapki z rzodkiewką ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, dziękuję! :)
      Kromal z rzodkiewką dobra rzecz! ;D

      Usuń